Dziś jeszcze trochę wspomnień z weekendu i szaleństw w sklepie:) Tym razem na fotach to, co udało się utrwalić R. - czyli te chwile kiedy stałam spokojnie;) Bo - prawda jest taka - że ja ciągle zapominam mojemu najlepszemu fotografowi pozować, tylko biegam, mierzę, przeglądam się w lustrze... ta... a potem same mazy, że nawet program sport nie wystarcza. No ale trening czyli mistrza, wiec może kiedyś wreszcie się tego nauczę:)
Teraz coś, co czego nam obojgu zaświeciły się oczy! Klasyczne, ale piękne szpilki... z wymarzonym czubem!!! Niestety poza naszym przedziałem cenowym... swoją drogą niezły mamy gust, tylko portfele za cienkie na nasze marzenia;)
No i znowu to, co kupiłam... zanim wsiadłam do samochodu to wsunęłam w nie nogi... faaaaaaaajnie wyglądają:)




























