Niedziela upłynęła nam wśród sklepów. Ku radości obojga z powodzeniem - na całe szczęście:) Ja - niestety - jestem krótkodystansowcem. Po 1,5 godzinie oglądania czegokolwiek mam spadek formy, przestaje mi się cokolwiek podobać, mierzenie nie sprawia radochy i marzę już tylko o tym, żeby usiąść i nie patrzeć na kolejne pudełka, wieszaki i wystawy. Całe szczęście R. to dzielnie znosi... chyba się już nawet do tego - mam nadzieję - przyzwyczaił... nic na to nie poradzę hehe, to silniejsze ode mnie. Ale i wróciliśmy do domu z trzema parami!!! W tym jedne, które bardziej są dla mnie;) ale "chodziły" za mną od dawna:)
Pierwsze - pełne, na cieniuśkiej szpilce, która mnie uwiodła... a kwiatek z boku tylko był kropką nad i:)
Kolejne to czarne... też wysokie... lakierkowane... z dziurką na palcach... o takich ostatnio R. mówił/pisał:
I na koniec... najlepszy rarytas, czyli spełnienie najskrytszych marzeń czyli szpilki na platformie, z paskiem na pięcie, widocznymi paluszkami i na zgrabnej szpilce... oj... teraz będzie co chrzcić, w czym się kochać, w czy chodzić i stukać po chodnikach i kręcić filmy!!! HURA! :)
...eh to jest to co mnie kręci... piękne te buciki i pasują Ci do nóg hm mamy podobny gust... gdzie takie kobiety są z takim gustem:))
OdpowiedzUsuń