4.05.2011

fioletowy fioł ;)


Ci, co mnie znają, wiedzą, że mam lekkiego fioła na punkcie fioletowego koloru:) Nic na to nie poradzę... ten kolor ma w sobie to coś, przynajmniej dla mnie:) Przyznaję, że trochę się pilnuję, co by fiolet nie zdominował całkowicie mojej garderoby, ale... fioletowe szpilki i fioletowe klapki muszą być :) Fioletowe szpilki innym razem (są arcywygodne!!!), a dziś klapki. Kupiliśmy je razem z R. Ja byłam w szoku, że je wypatrzył (bo miałam wrażenie, że jednak od fioletu ucieka gdzie pieprz rośnie), a on był w szoku, że mnie się jednak takie odjechane klapeczki spodobały. Co prawda po ulicy w nich nie biegam, ale planuję teraz zakup fioletowego fartuszka, co by stworzyć strój idealny... kucharki ;)






W sumie nie pamiętam już źródeł tej sesji... chyba wyjęłam klapeczki po długim ich nie noszeniu i sama się cieszyłam, że sobie o nich przypomniałam. Fotki pstrykał - oczywiście - nieoceniony R.

















i na koniec moja ulubiona perspektywa;)



A na koniec dzisiejszego dnia spostrzeżenie: czego nie lubię najbardziej?
A tego, gdy znajduję w sklepie buty, które od razy chciałabym kupić i okazuje się, że nie ma numeru!!! Ech... a takie ładne, jaśniutkie, z odkrytymi paluszkami i piętką... i - co nie często się zdarza - tak samo podobały się i mnie i mojemu R. Wrrr! ;)
Zdjęcie butków wrzuciłam tu.





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz